Aktualności
Drukuj Zmniejsz tekst Powiększ tekst
VIOLETTY VERDIEGO I... NASZE!
data dodania:
10.04.2013
Aż trudno uwierzyć, że w blisko półwiecznej historii naszego Teatru, obecna premiera Traviaty jest trzecią dopiero (pierwsze dwie: 1972 i 1987) realizacją tego operowego przeboju.
Z drugiej jednak strony trudno się temu dziwić, gdyż każdy teatr operowy wprowadzając muzyczną opowieść o nawróconej kurtyzanie do repertuaru musi liczyć się z tym, że trudno mu będzie się jej "pozbyć" – przeważnie nie pozwala na to publiczność. A jeśli jeszcze do partii Violetty dysponuje się śpiewaczkami o wiarygodnej aparycji, z głosem pozwalającym na wokalną ekwilibrystykę i aktorstwem potrafiącym oddać największe emocje – to długoletniość w repertuarze zapewniona. Takich właśnie śpiewaczek oczekiwał dla swojej Violetty sam Verdi.


I wcale tego nie ukrywał; wszak miał ponoć powiedzieć, że do Violetty potrzebuje: una donna di prima forza (śpiewaczkę najwyższej klasy) ! Nie zawsze i nie wszystkie odtwórczynie roli Violetty, z różnych powodów, spełniały te kryteria; znakomicie bez wątpienia realizowała wymagania kompozytora pierwsza Violetta w Metropolitan Opera (1883) – Marcelina Sembrich – Kochańska , która na tej scenie przez wiele lat była "nie do pobicia"!

Nasz Teatr i łódzka publiczność też nie mogą mieć powodów do narzekania; Traviata na naszej scenie zawsze miała szczęście do wykonawczyń partii tytułowej. Wystarczy tu wymienić choćby, tej klasy śpiewaczki (prima forza !), co m.in.: Delfina Ambroziak, Teresa May-Czyżowska, Danuta Salska, Krystyna Rorbach, Roma Owsińska czy obecne Violetty: Joanna Woś i Dorota Wójcik. A zatem: Viva Verdi i… jego Violetta!

fot. Chwalisław Zieliński
Do góry

Przejdź na stronę: EdukacjaPrzejdź na stronę: Wirtualny spacer po Teatrze WielkimPrzejdź na stronę: Galeria plakatuPrzejdź na stronę: Galeria plakatu

design by fast4net